- Obecny kurs wspólnej waluty oznacza dla nas prawdziwe żniwa. Od czasu, kiedy kurs zbliżył się do 5 zł, nasze obroty wzrosły o 20 proc. - mówi Grzegorz Cały, kierownik sklepu Intermarche w Słubicach.
Z mocnego euro cieszą się Słowacy - obecnie w Polsce większość artykułów spożywczych, chemicznych, ale też elektronika, sprzęt AGD i meble są tańsze niż na Słowacji o 20-40 procent. W styczniu przejście graniczne w Chyżnem przekroczyło 250 tys. osób, a słowackie media piszą o "prawdziwych najazdach" na polskie przygraniczne miasteczka.
Podobny najazd tyle, że na Wschodzie jest dziełem Litwinów, którzy także korzystają na słabej złotówce, bo ich waluta lit jest sztywno powiązana z euro.
Według ekonomistów efekty wzmagającego się handlu przygranicznego mogą być widoczne w Polsce dopiero za kilka miesięcy. Podkreślają jednak, że nawet wysokie zyski z handlu nie zmienią sytuacji polskiego eksportu. - Bardzo trudno obecnie szacować, jaka część w eksporcie stanowi handel przygraniczny - przyznaje Józef Sobota, dyrektor Departamentu Statystyki w NBP. Zaraz jednak dodaje, że jego zdaniem wpływ tego zjawiska na bilans handlowy będzie raczej marginalny.
Jednocześnie aktualny kurs waluty sprawił, że przestaliśmy kupować w Niemczech. Jeszcze kilka miesięcy temu jedna szósta obrotów handlu detalicznego w regionach przygranicznych przypadały na klientów z Polski. Dzisiaj jest inaczej - wydaje się, że wyprawy na zachód przestały być definitywnie opłacalne przy kursie 4 zł za euro.
W tej chwili u naszych zachodnich sąsiadów nieco tańsze, ale nieznacznie są niektóre wyroby elektroniczne. Nie są to jednak na tyle istotne różnice, by zainteresować nimi Polaków.