- Kiedy ziemia się trzęsła, moja 15-letnia kuzynka siedziała pod ławką w międzynarodowej szkole w Jokohamie i pisała do mnie przez czat na Facebooku. To było niesamowite - opowiada dziennikowi "Telegraph" Jill Murphy, nauczycielka z Liverpoolu. - Dziewczyna nie mogła się skontaktować ze swoimi rodzicami, którzy byli zaledwie kilka kilometrów dalej, bo wyłączono telefony i stanęła komunikacja, ale my po drugiej stronie świata wiedzieliśmy, że wszystko u niej w porządku - dodaje.
W tym samym czasie miliony ludzi próbowały zadzwonić albo wysłać SMS-a. Główni operatorzy w kraju blokowali nawet 80 proc. połączeń głosowych, a także SMS-y, aby zachować przepustowość dla połączeń alarmowych. Serwisy takie jak Twitter, Facebook, Skype czy japoński Mixi przeżywały w okresie
trzęsienia ziemi swoje wielkie chwile. W piątek z Tokio po trzęsieniu ziemi na Twitterze pojawiało się po 1,2 tys. wpisów (tweetów) na minutę. Na YouTube wrzucono mnóstwo filmików ukazujących potężne wstrząsy.
Google uruchomił aplikację Person Finder: 2011 Japan Earthquake . Opracowano ją rok temu w czasie trzęsienia ziemi na Haiti. W pierwszych godzinach po kataklizmie szukano przez nią ponad 7 tys. osób.
Sukces sieci po części wynika z elastycznej architektury internetu, który przed laty wymyślili amerykańscy wojskowi po to właśnie, by można było bez przeszkód przesyłać informacje podczas katastrof i wojen.
Z drugiej strony japoński internet miał dużo szczęścia - jak ustaliła firma Renesys, kataklizm uszkodził tymczasowo tylko około stu z 6 tys. łączy internetowych pomiędzy Japonią a światem.