T w oznaczeniu modelu (T4220) pochodzi od słowa tablet. Nic w tym dziwnego. Notebook ma odchylany, dotykowy ekran o przekątnej 12 cali, po którym można pisać i rysować za pomocą dołączonego rysika. Zupełnie jak po powierzchni klasycznego, używanego przez grafików tabletu. I właśnie oni będą chyba głównymi odbiorcami tego oryginalnego komputera.
Rysowanie to przyjemność... Po przekręceniu ekranu, laptopa można bez problemu trzymać w jednej ręce i obsługiwać drugą, uzbrojoną w rysik. Nie jest to jednak szczególnie wygodne na dłuższą metę - 2,2 kg masy robi swoje. Pierwsze pecety-tablety, które pojawiły się na rynku już kilka lat temu, były zaprojektowane przede wszystkim do pracy na stojąco, z komputerem trzymanym w ręku. Ważyły znacznie mniej niż T4220. Ale, jednocześnie, nie miały napędów optycznych, ani nawet klawiatur. Coś za coś.
Dotykowy ekran Lifebooka przyda się przede wszystkim grafikom, którzy potrzebują maksymalnie mobilnego stanowiska pracy. Całą, tabletową część urządzenia opracował nie byle kto, bo Wacom. Bezprzewodowy rysik nie wymaga dodatkowego zasilania (baterii), a do tego działa nawet, jeśli nie dotkniemy nim fizycznie ekranu - by sterować kursorem myszy, wystarczy przesuwać mazak ok. centymetra nad powierzchnią wyświetlacza. Ten jest z kolei kompletnie nieczuły na dotyk dłoni, więc rysik możemy trzymać w ergonomicznej pozycji, opierając rękę na ekranie komputera. Dotykowy wyświetlacz T4220 rozpoznaje siłę, z jaką dociskamy doń rysik - zupełnie jak prawdziwy tablet.
...pisanie - nie do końca Dostarczony razem z komputerem system
Windows Vista ma wbudowane mechanizmy rozpoznawania pisma odręcznego. Jak to działa w praktyce? Rewelacyjnie! Pod warunkiem, że piszemy po angielsku... Brak obsługi języka polskiego skazuje nas na korzystanie z jednej z klawiatur - ekranowej lub sprzętowej. Ta pierwsza, nadaje się co najwyżej do wprowadzania bardzo krótkich ciągów tekstu (loginy, hasła, adresy stron WWW, etc.). Dłuższe stukanie w ekran rysikiem jest po prostu niewygodne.
Również "prawdziwa", sprzętowa klawiatura nie zrobiła na nas piorunującego wrażenia. Jest poprawna. Ma prawidłowy układ i przyciski o właściwych rozmiarach. Z drugiej jednak strony, całość ugina się pod palcami piszącego. To, co uchodzi tanim notebookom przeznaczonym dla użytkownika domowego, nie powinno mieć miejsca w profesjonalnym urządzeniu za ponad 5000 zł. T4220 na pewno nie będzie wymarzoną, mobilną maszyną do pisania. Ale nie do tego został przecież stworzony.
Przenośność przede wszystkim Notebook Fujitsu-Siemens doskonale sprawdza się w roli komputera przenośnego. Dzięki 12-calowemu ekranowi ma znośne rozmiary i masę. Wbudowana bateria o dużej pojemności (5200 mAh) pozwala na długą pracę bez ładowania. Korzystając, na zmianę, z obydwu dostępnych, bezprzewodowych metod łączenia się z internetem (o czym za chwilę), opróżnimy akumulator w ciągu ok. 3 godzin. Przejście w tryb oszczędny i rezygnacja z jednego z łącz pozwala na przedłużenie tego czasu o kolejne 60 minut. To całkiem niezły wynik. Zwłaszcza, że można jeszcze go poprawić zastępując napęd optyczny dodatkową baterią.
T4220 dysponuje imponującą listą obsługiwanych interfejsów kablowych i bezprzewodowych - poza obowiązkowym WiFi i Ethernet (RJ45) znajdziemy tu też Bluetooth, stareńką podczerwień, analogowy modem 56k i - prawdziwą wisienkę na torcie - modem komórkowy 3G (HSDPA). Szkoda, że tak niewielu producentów stosuje to niesamowicie praktyczne rozwiązanie. Wystarczy włożyć kartę SIM, by móc korzystać z bezprzewodowego internetu praktycznie wszędzie. Bez żadnych dodatkowych urządzeń podpinanych do portu USB, które są szczególnie kłopotliwe właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy dostępu do internetu via sieć komórkowa - czyli w terenie. Zwłaszcza, jeśli na poważnie potraktowalibyśmy możliwość pracy na stojąco, z komputerem trzymanym w ręku.
Wydajny koń roboczy T4220 w konfiguracji, którą mieliśmy okazję testować, to naprawdę potężna maszyna. Dzięki procesorowi
Intel Core 2 Duo 2,4 GHz i 2GB pamięci operacyjnej (plus 1GB wbudowanej, szybkiej pamięci flash, która przyspiesza działanie Visty) praca w Photoshopie to czysta przyjemność. Graficy mogą narzekać jedynie na niezbyt dużą rozdzielczość ekranu (1024 x 768). Żeby nie zostawiać żadnych wątpliwości co do przeznaczenia Lifebooka, producent wyposażył go w prostą, zintegrowaną kartę graficzną Intel X3100. Jej obecność sprawia, że komputer, mimo wyjątkowo mocnego procesora, niespecjalnie nadaje się do gier.
Warto czy nie? To nie jest na pewno notebook dla każdego. I to nie tylko ze względu na cenę, która wynosi 5500 zł. Za tą samą (a nawet mniejszą) kwotę, bez problemu kupimy coś znacznie bardziej przenośnego albo lepiej nadającego się do gier. Ale w świecie komputerów-tabletów, taka cena nie jest niczym niezwykłym. Tyle samo zapłacimy za IBM X61 albo Asusa R1E. Sporo tańszy jest za to HP Pavilion TX2550EW, tyle że to maszyna przeznaczona raczej dla użytkownika domowego - wyposażona w procesor
AMD, słabszą baterię i dużo gorszy (nie przygotowany przez Wacom) tablet. Cenę Lifebooka częściowo tłumaczy też trzyletnia gwarancja.
T4220 jest wyspecjalizowanym rozwiązaniem, przeznaczonym głównie dla grafików, fotoedytorów, rysowników etc., którym nie wystarcza stacjonarna maszyna stojąca w studio. Pozostali mogą z czystym sumieniem rozglądać się za innym modelem.