http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

NewConnect - sukces na miarę naszych czasów

Dorota Sierakowska, dorota.sierakowska@gazetatrend.pl
2009-03-31, ostatnia aktualizacja 2009-03-31 11:53

Wywiad z Adamem Rucińskim, doradca inwestycyjnym, biegły rewident o szefem Ruciński i Wspólnicy Kancelaria Audytorów i Doradców Sp z o.o.

Prezes GPW Ludwik Sobolewski oraz wicepremier Zyta Gilowska podczas sierpniowego otwarcia rynku NewConnect
Fot. Filip Klimaszewski / AG
Prezes GPW Ludwik Sobolewski oraz wicepremier Zyta Gilowska podczas...
Dorota Sierakowska (DS.): Kancelaria Audytorów i Doradców Ruciński i Wspólnicy jest autoryzowanym doradcą na rynku NewConnect. Jakie wymagania stawiane są podmiotowi, który chce uzyskać status takiego doradcy?

Adam Ruciński (AR): Jesteśmy jednym z pierwszych podmiotów wpisanych na listę autoryzowanych doradców rynku NC. Wymagania nie są zbyt skomplikowane. GPW przyjęła taką strategię, że autoryzowanym doradcą może być każdy podmiot, który daje rękojmię rzetelnego wypełniania obowiązków ciążących na Autoryzowanym Doradcy, zna zasady rządzące rynkiem kapitałowym w Polsce oraz podstawowe przepisy z nim związane. Autoryzowany doradca ma być przewodnikiem spółki po rynku kapitałowym - więc musi mieć odpowiednią wiedzę, znać rynek kapitałowy, giełdowy. Rękojmia wiarygodności jest na giełdzie bardzo ważna.

DS: A czy sprawdzanie tej wiedzy i wiarygodności jest długotrwałym procesem?

AR: Nie, nie jest to długotrwały proces. Należy wypełnić formularz umieszczony na stronie internetowej giełdy. W formularzu jest sporo pytań dotyczących działalności danego podmiotu, kompetencji osób w nim zatrudnionych. Giełda na tej podstawie podejmuje decyzję o tym, czy wpisać podmiot listę autoryzowanych doradców.

DS: Proces ten opiera się więc głównie o dane dotyczące działalności danej firmy.

AR: Tak - przy czym niekoniecznie jest to firma, może to być także osoba fizyczna w niej zatrudniona. Taki podmiot musi udowodnić swoją wiedzę, żeby stać się partnerem giełdy przy wprowadzaniu spółek na rynek kapitałowy. Autoryzowany doradca ma także obowiązek opiekowania się daną spółką przynajmniej przez rok.

DS: Jest Pan także członkiem Komitetu Doradczego NewConnect. Jak ocenia Pan 1,5 roku istnienia tego rynku?

AR: Rynek NC startował w dobrym okresie, ale ten dobry okres trwał bardzo krótko. NC zaczął funkcjonować praktycznie na szczycie hossy. Pierwsze dni były okresem bardzo udanym, natomiast potem nastąpił spadek indeksów giełdowych, a także spadek obrotów i ogólne pogorszenie się koniunktury. Nie był więc to okres łatwy dla NC. Sam rynek główny także ucierpiał - spadła liczba spółek na nim debiutujących oraz wielkość ofert, pojawiły się ujemne stopy zwrotu. Ludzie zaczęli tracić na inwestycjach na giełdzie, a to nigdy nie sprzyja rozwojowi rynku, który miał być młodszym bratem rynku regulowanego.

To, co słyszymy obecnie - czyli narzekania, że ten rynek mógłby być większy, że mogłaby być wyższa płynność - nie jest obiektywną oceną.

Mając na uwadze to, że koniunktura w Polsce i na świecie pogorszyła się znacznie, a zainteresowanie akcjami dramatycznie spadło, to uważam, że rynek NC jest sukcesem - na miarę czasów, które mamy. Sukces ten zapewne byłby bardziej spektakularny, gdyby koniunktura była sprzyjająca. Ale jeśli będziemy porównywać NC z jego starszym bratem, czyli rynkiem regulowanym, to NC można uznać za sukces. Jeśli spadły obroty na dużych podmiotach, takich jak PKN Orlen, to nie ma się co dziwić, że obroty na mniejszych spółkach także są mniejsze. Przypomnijmy sobie jeszcze początki samej GPW w Polsce, wiele osób zadawało sobie pytanie po co nam rynek, na którym jest notowanych pięć spółek.

DS: Z rynkiem NC wiązały się jednak dużo większe spadki niż z rynkiem regulowanym. Z czego to wynika?

AR: To wynika z samej teorii - z mniejszymi spółkami związane jest zazwyczaj większe ryzyko. W okresie dobrej koniunktury oczekiwane stopy zwrotu z inwestycji w mniejsze spółki są znacznie wyższe, jednak w okresie złej koniunktury straty są często bardziej dotkliwe. Młode spółki dość często upadają - ale potrafią się też bardzo dynamicznie rozwijać. Spółce o obrotach 10 mln zł stosunkowo łatwo jest podwoić tę wartość - czasem wystarczą 2-3 kontrakty więcej. Efekt dźwigni operacyjnej pozwala znacznie zwiększyć zyski. W przypadku dużych spółek, takich jak PKN Orlen Czy TP SA, ważne są przede wszystkim stabilność, przewidywalność - dlatego trudno oczekiwać, żeby tak duże przedsiębiorstwo w ciągu roku dwukrotnie zwiększyło obroty. Oczywiście można wtedy liczyć także na to, że tak duża spółka nie upadnie z dnia na dzień - co może się zdarzyć mniejszym firmom.

DS: A czy kryzys pociągnął za sobą także zmniejszenie liczby debiutów na NewConnect?

AR: Tak, kryzys zdecydowanie wpłynął na liczbę debiutów na giełdzie. Na początku spadków liczba debiutów utrzymywała się jeszcze na wysokim poziomie. Wynikało to z faktu, iż proces wprowadzania spółki na giełdę jest długotrwały, dlatego przedsiębiorstwa, które zaczynały ten proces przed nadejściem kryzysu, kończyły go już w czasie niekorzystnej koniunktury. Na rynku NC proces ten jest krótszy, jednak i tak trwa on co najmniej kilka miesięcy. Dlatego więc na początku liczba debiutów była w miarę wysoka, a później dramatycznie spadła.

W okresie dekoniunktury zazwyczaj spada liczba spółek, które wyrażają zainteresowanie wejściem na rynek giełdowy - tendencja ta była zresztą widoczna także przy poprzednich cyklach koniunkturalnych. Za koniunkturą podąża także zatrudnienie w domach maklerskich czy towarzystwach funduszy inwestycyjnych. Domy maklerskie są najczęściej twórcami prospektów emisyjnych - więc jeśli nie ma zapotrzebowania na tworzenie prospektów emisyjnych, to liczba pracowników spada. Natomiast w okresie dobrej koniunktury domy maklerskie prześcigają się w wyrywaniu sobie nawzajem pracowników, którzy zajmują się tymi dokumentami.

DS: Czy według Pana rynek NewConnect ma dobre perspektywy rozwoju?

AR: Jestem przekonany, ze NC będzie znaczącym rynkiem w tej części Europy i znaczącym segmentem dla samej giełdy - przede wszystkim dlatego, ze polska gospodarka nadal się rozwija. Będą pojawiały się młode przedsiębiorstwa poszukujące kapitału. Znajdą się także osoby, które będą w stanie finansować te projekty i tym samym ponosić pewne ryzyko. Inwestowanie w przedsiębiorstwa na rynku NC nadal będzie atrakcyjnym rozwiązaniem, ponieważ wiąże się z mniejszym ryzykiem niż inwestowanie w podobne spółki, nieznajdujące się w obrocie giełdowym. Sam fakt, że spółka jest notowana na NewConnect, wymusza ujawnienie przez spółkę pewnych informacji - udziałowiec takiej spółki ma więc nad nią większą kontrolę. Dochodzi tu także element płynności. Oczywiście nie należy oczekiwać, iż ktoś, kto posiada 10% akcji danego emitenta, sprzeda je podczas jednej czy dwóch sesji. Istnieje jednak pewna perspektywa sprzedaży akcji w dłuższym okresie. Natomiast sprzedaż akcji spółki, która nie jest notowana, wiąże się z odwiecznym dylematem wyceny akcji. Jako biegły rewident i doradca inwestycyjny obserwowałem takie procesy - trudno w nich dojść do porozumienia: wycena dla kupującego jest prawie zawsze za wysoka, a dla sprzedającego - za niska.

DS: Rynek NewConnect niewątpliwie miał trudny start. Czy taka sytuacja jest charakterystyczna także dla innych rynków tego typu (AIM, First North)?

AR: Takiej sytuacji, jaką mamy obecnie, nie było dawno. Obecny okres jest wyjątkowy, dlatego trudno o porównanie.

Dużym problemem na starcie jest zrozumienie mechanizmów rządzących tym rynkiem. Członkowie giełdy i autoryzowani doradcy właśnie tego obawiali się najbardziej. Zrozumienie rynku opiera się także na zaakceptowaniu możliwości upadku jakiejś spółki - nawet jeśli jest ona notowana na giełdzie. Wśród małych spółek upadki pojawiają się najczęściej. Jest to sytuacja typowa w gospodarce - przedsiębiorstwa upadały i będą upadać. Gdy fundusz Venture Capital kupuje spółki do swojego portfela, to też zdaje sobie sprawę z tego, że część z nich zbankrutuje - to jest rzecz normalna. Natomiast pozostałe przedsiębiorstwa mogą w zamian przynieść ponadprzeciętne zyski.

Źródło: Gazeta Trend
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów