Odpowiedź jest jedna - to nie ma znaczenia. Przynajmniej tak długo, jak można na tym zarobić. Praca analityka jest niewdzięczna, ponieważ często każe doszukiwać się związków przyczynowo-skutkowych tam, gdzie ich faktycznie nie ma.
Polska waluta jest tu wyjątkowo wykorzystywana, ponieważ każda jej deprecjacja jest często wykorzystywany do tłumaczenia spadków na
GPW. O ile jest to ważny czynnik, to w grę wchodzi ich cały szereg. W związku z tym - by czytelników Trendu nie zadręczać kolejnym quasi-komentarzem z rynku finansowego - skupmy się na wykorzystaniu tej zależności tak, by móc poprawić swoje coroczne stopy zwrotu.
Ogon macha psem czy pies ogonem To, że relacja pomiędzy zachowaniem warszawskich indeksów a kursem złotego istnieje, nie podlega żadnej wątpliwości.
Tabela prezentuje roczne współczynniki korelacji obliczone na podstawie danych dziennych dla minionych 5 lat. Jako instrumenty finansowe wybrano kurs kontraktu terminowego na WIG20 oraz parę USD/PLN. Dla uproszczenia w tym drugim przypadku wykorzystano ceny z fiksingów NBP, zamiast kursów z rynku kasowego. Tylko w 2010 roku zależność była relatywnie słabsza, rekordowo silna była zaś w pierwszym roku hossy - 2009.
Naturalnie można próbować badać, który z instrumentów silniej wpływa na drugi. Prawdopodobnie dwóch na trzech analityków odpowie, ze nadrzędne znaczenie ma
kurs walutowy. Z perspektywy inwestora poznanie tej prawdy winno być jednak tylko ciekawostką. Prawdziwym celem jest zastosowanie tej korelacji we własnych transakcjach
Podstawowe założenie dotyczy lewarowania dotyczącego konkretnego rynku. Na walutach dźwignia finansowa może osiągać niewyobrażalne rozmiary, rzędu 400:1. Natomiast derywaty oparte o polskie indeksy rzadko osiągają poziom 20:1. Widać więc, gdzie leży prawdziwy potencjał zysku (lub finansowej katastrofy). Dlaczego w związku z tym nie wykorzystać wzrostów na polskiej giełdzie, by jednocześnie zarobić na umocnieniu się złotego? Przy takiej różnicy w lewarze osiągane wyniki mogłyby zyskać na spektakularności.
Spekuluj z nami Przeprowadźmy w związku z tym prosty test. Nastawmy się na identyfikację trendu w poszczególnym kwartale na indeksie WIG20. Zamiast jednak otwierać pozycję w odpowiednim
kontrakcie terminowym, wykorzystujmy odpowiednią skorelowaną pozycję na parze walutowej. Do testów wybrano parę USD/PLN, która charakteryzuje się relatywnie wysoką zmiennością. Dodatkowo ekspozycję na nią można tworzyć nie tylko przy wykorzystaniu platform foreksowych, ale też kontraktów walutowych notowanych na GPW. To właśnie ten instrument (ticker: FUSD, najbliższa seria rozliczeniowa) zostanie zastosowany, ponieważ kontrakty CFD niosą ze sobą dodatkowe koszty w postaci punktów swapowych, a ich notowania różnią się w zależności od dostawcy danych. Test jest tylko poglądowy, dlatego powinien być maksymalnie uproszczony.
Pozycja w kontrakcie na dolara będzie otwierana po cenie otwarcia na początku danego kwartału, zamykana w cenach zamknięcia na ostatniej sesji danego okresu. Dla celów porównawczych zmieszczony zostanie także wynik, który odnotowano by na kontrakcie FW20. Metoda zajmowania pozycji została ekstremalnie uproszczona. Kontrakt będzie nabywany lub sprzedawany w zależności od tego, czy poprzedni kwartał był odpowiednio wzrostowy lub spadkowy. Można to uznać za bardzo opóźnioną metodę podążania za trendem.
Dla celów informacyjnych podano także ekstrema cenowe FUSD w danym kwartale, aby czytelnik wiedział, jak silnych wahań może się spodziewać i czy jego kapitał by to wytrzymał. Należy też pamiętać, że pozycji długiej w kontrakcie terminowym na indeks odpowiada pozycja krótka w FUSD.
Szklana kula prawdę ci powie | Teza postawiona na początku tekstu okazała się błędna. Grając na ruchy indeksów, można było zarobić znacznie więcej, niż koncentrując się na walutach. Tylko w 2011 roku wynik sumaryczny na kontrakcie walutowym okazał się lepszy niż na indeksowym. Relatywnie wyższa dźwignia na FUSD nie zdołała odpowiednio przechylić szali na korzyść USD/PLN. Wynika to z kilku czynników. | | Po pierwsze, ruchy występujące na indeksach są relatywnie silniejsze niż ruchy na parach walutowych. Przykładowo, gdy WIG20 spadł o 49,5%, polski złoty osłabił się o 18%. Tylko w 2011 skala spadku była porównywalna i w tym właśnie roku na FUSD można było zarobić więcej. Po drugie, trzeba wziąć pod uwagę różnicę w depozytach zabezpieczających. Okresowo są one silnie rozbieżne, co oznacza że gramy faktycznie pozycjami o zupełnie różnych wielkościach nominalnych. Byłoby zaskakujące, gdyby otrzymane stopy zwrotu były podobne. |
Warto podkreślić, jak dobre wyniki można czasem osiągnąć, wykorzystując system o tak prostej konstrukcji. Metoda wejścia na rynek oparta tylko na wyniku poprzedniego kwartału, żadnych zleceń zabezpieczających. Na kontrakcie indeksowym wyłącznie rok 2010 zakończył się na minusie. Inną kwestią są obsunięcia kapitału, które należałoby w międzyczasie znieść - w IV kwartale 2007 wyniosło ono miejscami ponad 3000zł, mimo że zakończył się on zyskiem. Ten przykład pokazuje tylko, że nawet z ekstremalnie prostych zależności można otrzymywać dobre rezultaty.
Podsumowanie Mimo że eksperyment się nie powiódł, można z niego wysunąć kilka ciekawych wniosków. Najważniejszy z nich to fakt, ze nawet w okresach silnej korelacji stopy zwrotu na poszczególnych instrumentach mogą się istotnie różnić. Także interesujące jest, jak wiele można uzyskać z trendu, spekulując nawet w perspektywie kwartalnej. Jak widać, przewagi na rynku niekoniecznie należy szukać, schodząc na interwały oscylujące wokół sekund.
Na koniec zadanie dla dociekliwych - a jaki byłby wynik, gdyby odwrócono zależność? Co by się działo, gdyby pozycję w FW20 otwierać na podstawie wskazań waluty, a nie odwrotnie?.