Jak to jest, że jednego dnia jesteśmy najlepsi w Europie, gdy chodzi o wzrost gospodarczy, a drugiego okazuje się, że ten wzrost nic nie daje i deficyt budżetowy rośnie lawinowo? - pyta gazeta.
- To akurat jest nietrudne do wyjaśnienia: po prostu przesadziliśmy z propagandą naszego liderowania w Europie. (...) To nasze chwalenie się naszym wzrostem gospodarczym jako sporym sukcesem jest nieco komiczne. Bo to jest wzrost bardzo mały, mieszczący się w granicach błędu statystycznego. A błędy statystyczne w szacowaniu PKB w ujęciu kwartalnym są, o czym wiedzą specjaliści, naprawdę spore - zauważa prof. Gilowska.
Zdaniem pani minister, przyczyną tego jest fakt, iż informacje, na podstawie których się te dane szacuje, dotyczą głównie dużych firm. Tak naprawdę przy naszym stanie statystyki i umiejętności przetwarzania danych statystycznych, wiarygodny szacunek PKB poznajemy dopiero na wiosnę następnego roku. Równie dobrze można by uznać, że szacujemy wzrost na 0,5 albo 0,2. Błędy są wpisane w te kalkulacje - stwierdza pani profesor.
Gilowska twierdzi, że tegoroczny deficyt skryty jest już w budżecie na 2009 rok. Wylicza:
- Oficjalny deficyt w kwocie 27,2 miliardy powiększymy o 9,7 miliarda złotych wyekspediowane do Krajowego Funduszu Drogowego, żeby sobie pożyczał na budowę dróg, jak zajdzie taka potrzeba. I pożycza. Następnie niedopłacone 7-8 miliardów dotacji budżetowej do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, żeby sobie ZUS pożyczył na rynku. To już razem 45 miliardów. Do tego trzeba dodać pozostałe 13,5 miliarda, które były zaplanowane na drogi w 2009 roku. I przy nowelizacji budżetu jakoś zniknęły. Co więc naprawdę się dzieje? Dusimy program drogowy, a i tak się zadłużamy. Proszę policzyć - w sumie ponad 58 miliardów złotych! Ale czy to są te same miliardy, co brakujące w budżecie na 2010? Nie wiem. Prawda jest taka, że gdzieś po drodze wiele rachunków po prostu się nie zgadza, nie tylko ten.