Pan Kowalski nie wierzy w kryzys. To znaczy, troszeczkę wierzy. W końcu pan Kowalski czyta gazety i wie, że zagranicą jest źle. Że upadają największe banki. Że w Ameryce ludzie tracą domy. Że rządy na całym świecie hojną ręką wydają miliardy dolarów, aby nie dopuścić do recesji. Ale, zdaniem pana Kowalskiego, to wszystko dzieje się gdzieś daleko, a nie u niego w mieście. U siebie pan Kowalski jest bezpieczny. W końcu nie ma żadnych długów. Nie ma kredytu na 30 lat. Nie spekuluje na giełdzie. Nie stracił tysięcy na bankructwie dewelopera. Zamiast tego pan Kowalski ma własną firmę, więc nie boi się zwolnienia. Ma mieszkanie i trochę oszczędności, więc jest zabezpieczony finansowo. Pan Kowalski ma też żonę, która pracuje w urzędzie miasta, więc pensja, choć niewielka, spływa regularnie. I oczywiście pan Kowalski ma dzieci. Córka czasami wpadnie z Warszawy i przy obiedzie opowie o przygotowaniach do kampanii nowej pasty do zębów. Z synem pan Kowalski rozmawia przez skype'a, o ile ten nie jest w TIR-ze pomiędzy Londynem a Edynburgiem. Krótko mówiąc, interes się kręci, cała rodzina pracuje, więc dlaczego pan Kowalski miałby odczuwać kryzys?
Kryzys odczuwamy już od dawna - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Michał Poła z New World Alternative Investments. - Wielu Polaków odczuło go dotkliwie w postaci topniejących środków w funduszach inwestycyjnych a całą gospodarką potrafiły wstrząsnąć spekulacje na złotym, który zaczął tracić, gdy globalni inwestorzy zaczęli uciekać z rynków wschodzących jako tych najbardziej ryzykownych.Ale na co dzień pan Kowalski nie myśli o funduszach, nie jest eksporterem, dlatego jest święcie przekonany, że kryzys trzyma się od niego z daleka.
ZimaCztery lata temu pan Kowalski zobaczył reklamę funduszu akcji. Obiecywała wysoki zysk, więc po konsultacji z panią z banku, dobrą znajomą żony, pan Kowalski zainwestował 5000 zł. W pierwszym roku 5 tysięcy urosło prawie do siedmiu. W drugim do ponad dziesięciu. W trzecim niemal do dwunastu. W tym roku pan Kowalski zobaczył, że zamiast zarobić kolejne tysiące, stracił połowę. Poinstruowany przez znajomą żony, opanował pierwszy impuls, żeby natychmiast iść do banku i wycofać wszystkie pieniądze. Zamiast tego zaczął rozglądać się za inną, bardziej bezpieczną inwestycją. Pomyślał o lokacie. Parę tygodni temu widział wielkie reklamy lokaty trzymiesięczna na 10 % - gwarantowany zysk bez ryzyka. Teraz pan Kowalski nie może znaleźć takiej oferty.
Pierwszy kwartał 2009 to czas spadku oprocentowania lokat. Prawdopodobnie 6% -8 % to będą bardzo korzystne warunki - mówi Katarzyna Siwek z Expandera.Jeśli nie lokata, to może obligacje? Kolega pana Kowalskiego mówi, że w czasie kryzysu obligacje są najlepsze. W końcu kolega trochę zna się na tym, pracuje w księgowości, regularnie sprawdza wyniki funduszy i sam wpłacił sporą sumkę na obligacje.
Ostatnio klienci zwrócili uwagę na fundusze obligacji, które miały bardzo dobre wyniki - potwierdza Katarzyna Siwek. Ten silny ruch mamy za sobą, ale ciągle fundusze obligacji powinny być bardzo rentowne, co przełoży się na zainteresowanie nimi.Pan Kowalski boi się ryzyka, więc wpłacił na lokatę. Tylko 6 %, ale lepsze to niż nic. Pan Kowalski dalej może sobie żyć spokojnie, przyjmować córkę na obiedzie (ostatnio jest coś zdenerwowana, chyba są problemy z nową kampanią), rozmawiać z synem na Skypie (narzeka, że coraz mniej podoba mu się ta Anglia) i czytać w gazetach o kolejnych masowych zwolnieniach. Ale przecież jego to nie dotyczy, nikt z rodziny nie pracuje w dużej firmie.
Pod koniec przyszłego roku bezrobocie może zbliżyć się do 12 proc., a w 2010 r. - nawet do 14 proc. - mówi Maja Goetting, główna ekonomistka BPH. Dużego wzrostu bezrobocia obawia się również prof. Gomułka. Jego zdaniem przy wzroście PKB w tempie około 2-2,5 proc. bezrobocie może wzrosnąć w przyszłym roku z 9 proc. do ok. 11 proc. oraz o dalsze 2 proc.
pod koniec roku 2010 .
Pan Kowalski nie stracił pracy, za to w lutym pracę straciła jego córka. Spadek zatrudnienia dotknie sfery przemysłowej w pierwszej kolejności. Usługi również, lecz nieco później- wyjaśnia Michał Poła. Wielki zagraniczny koncern, który do tej pory płacił agencji PR-owej za pisanie informacji prasowych o nowych szamponach, wysyłanie paczek do dziennikarzy i organizowanie konferencji o niebezpieczeństwach wynikających z brudnej wanny, postanowił ciąć koszty i przekazał te obowiązki do swojego działu PR. Ponieważ koncern był jedynym klientem, agencja musiała zlikwidować dział i tym samym 4 osoby, w tym córka pana Kowalskiego, zostały bez `racy. Ale nie jest źle. Córka nie ma dwóch niespłaconych kart kredytowych (jak koleżanka), nie ma kredytu mieszkaniowego (jak druga koleżanka), ani bezrobotnego pracownika "sektora przemysłowego" na utrzymaniu (trzecia koleżanka). Za to ma spore doświadczenie zawodowe, od dawna siedzi w branży, więc codziennie przegląda portale rekrutacyjne i wysyła kolejne CV. Szkoda tylko, że jest tak mało ofert.
WiosnaDynamika emigracji zdecydowanie spadnie, może wzrośnie fala powrotów, ale nie dorówna ona skali migracji niedługo po otwarciu zachodnich rynków pracy - zapowiada Michał Poła.W maju syn pana Kowalskiego wrócił do domu. Szef próbował go zatrzymać, wprawdzie nie zaoferował podwyżki, bo mają recesję i, choćby chciał, nie miał z czego zapłacić, ale zaproponował łatwiejsze trasy i dodatkowa dwa dni wolne w miesiącu. Mimo tego syn uznał, że Anglia przestała mu się opłacać. Kiedy funt był po 6 zł, Zjednoczone Królestwo było rajem. Kiedy po 5 złotych, dało się tam spokojnie żyć. Kiedy doszedł do 4,40 , część emigrantów wyjechała gdzie indziej, część, w tym syn, postanowiła przeczekać. Ale kiedy funt zamiast rosnąć spadał, a firma miała coraz mniej zleceń, syn pana Kowalskiego postanowił, że czas wracać do Polski. Teraz siedzi przy rodzinnym stole i myśli, co dalej.
"Rząd uważa, że wzrost PKB nie spadnie poniżej 3 proc., choć skorygował swe poprzednie założenia mówiące o wzroście powyżej 4 proc. Narodowy Bank Polski prognozuje w 2009 roku 2,8 proc. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w opublikowanym w październiku 2008 World Economic Outlook prognozował dla Polski w roku 2009 wzrost PKB o 3,8 proc. i tę samą prognozę utrzymuje Komisja Europejska.": pisze Witold Gadomski Między Bogiem a prawdą syn pana Kowalskiego nie wie, co to jest PKB i go nie interesuje, czy PKB w 2009 będzie 3,8 %, 2,8 % czy 0,4%. Za to wie, że półtora roku temu bez trudu dostałby pracę. Wtedy nowo otwarta fabryka oświetlenia do samochodów przyjmowała pracowników, lokalna prasa pisała o kolejnych inwestorach przyciągniętych świetną lokalizacją miasteczka i znacznymi ułatwieniami zaproponowanymi przez burmistrza. W ostateczności syn mógł dojeżdżać 70 km do huty. Tam też ciągle brakowało pracowników. A teraz ...
Gorzej będzie w branży samochodowej. To sektor nastawiony na eksport, uzależniony od sytuacji na rynkach zagranicznych, dlatego tutaj raczej nie będzie dobrych wieści - mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Spowolnienia spodziewam się również w branży surowcowej. Ceny nie będą ciągle rosły, tak jak obserwowaliśmy to w 2007.... teraz fabryka robi przestoje w produkcji, żeby nie zwalniać ludzi. Zagraniczni inwestorzy rozpłynęli się jak we mgle. Konsumpcja może okazać się jedynym filarem utrzymania przyzwoitej, jak na te czasy, dynamiki polskiego PKB - twierdzi Michał PołaDzieci pana Kowalskiego "konsumpcją utrzymują dynamikę polskiego PKB". Może tylko trochę skromniej niż rok temu. Wciąż bezrobotna córka zagląda raczej do H&M i Zary niż do Mexxa. Syn zamiast oryginalnego Guinessa kupuje Żywca. Pana Kowalskiego nie przekonują nawoływania ekonomistów, aby wydawać jak najwięcej. Uważa, że jeśli jest źle, trzeba oszczędzać. Właśnie zrezygnował z wyjazdu na wakacje, bo utarg jest dużo mniejszy niż przed rokiem. Pan Kowalski już uwierzył w kryzys, ale jako pracodawca widzi pewne pozytywne aspekty obecnej sytuacji.
W kontekście wynagrodzeń szacujemy wyraźny spadek ich dodatniej dynamiki. Ujemna przy założeniu nawet stosunkowo czarnych scenariuszy wydaje się również mało prawdopodobna - mówi Michał Poła
W poprzednich latach pracownicy pana Kowalskiego stawiali mu ultimatum - albo podwyżka, albo wyjeżdżają. Pan Kowalski nie miał wyjścia - płacił. W tym roku po raz pierwszy od kilku lat nie musiał zwiększać pensji. Co więcej, mógł zwolnić jednego partacza, a na jego miejsce zatrudnić dawną pracownicę, która wróciła z Irlandii. Dziewczyna przepięknie ozdabia kościoły. Szkoda tylko, że nie ma okazji, żeby to robiła. Ostatnio mieli dostarczyć kwiaty na ślub, ale klient zmienił zlecenie - mają tylko przygotować bukiet. "Wie pan, u nas w firmie chodzą plotki, że mają być zwolnienia" - tłumaczył.
LatoPlotka o zwolnieniach w firmie klienta okazała się tylko plotką, ale praca jest głównym tematem rozmów przyjaciół pana Kowalskiego. Wszyscy obserwują, które firmy zwalniają, które zatrudniają. Tych pierwszych jest znacznie więcej. Na pracę narzeka również znajoma Kowalskich, kasjerka w hipermarkecie. Podobno kolejki do kasy są coraz dłuższe. Jak tak dalej pójdzie, sklep będzie musiał zatrudnić nowe kasjerki.
To duża okazja dla branży żywnościowej, zwłaszcza z segmentu taniej żywności. Myślę, że decyzje ludzi co do zakupów powrócą do czynnika cenowego - prognozuje Robert Gwiazdowski.Czynnik cenowy jest stosowany w kwiaciarni pana Kowalskiego. Od dłuższego czasu pan Kowalski nie sprowadza storczyków i orchidei. Zamiast tego sprzedaje więcej róż, o ile w ogóle udaje się je sprzedać. Choć sezon ślubny w pełni, pan Kowalski ma sporo wolnego czasu.
Za to syna pana Kowalskiego dostał pracę. Będzie rozwoził towar po Europie. Teraz może w końcu kupić wymarzone mieszkanie, szczególnie, że ceny trochę spadły.
Według wstępnej prognozy, rynek nieruchomości odnotuje spadek cen mieszkań na przestrzeni kolejnych 12 miesięcy o ponad 10% mówi Sebastian Saliński z Gold Finance. Jeśli ceny obniżą się o 10 % może zacznie się polowanie na okazję. Część osób, które planują kupno mieszkania, prawdopodobnie czeka na obniżkę do drugiej połowy roku - prognozuje Katarzyna Siwek.Syn pana Kowalskiego właśnie na to czekał. Ma trochę oszczędności na wkład własny, ma na oku kilka ciekawych mieszkań, nie ma jeszcze kredytu. Na pewno w nowym roku banki będą miały nowe plany sprzedażowe, więc mogą chętniej przyznawać kredyty. Z drugiej strony nie wiemy, jak będą wyglądały regulacje prawne: Katarzyna Siwek.
Po dłuższych pertraktacjach syn pana Kowalskiego jest już bliski przyznania kredytu, ale zaczyn się wahać, czy kupno mieszkania to naprawdę dobry pomysł. Może lepiej oszczędności zainwestować we własny biznes i dołączyć się do pomysłu siostry?
Jesień
Wśród młodych ludzi jest wielki potencjał przedsiębiorczości, mamy wyż demograficznych, mamy ludzi, którzy poznali świat, chcą coś osiągnąć. Jeśli tylko rząd pozwoli Polakom pracować, nie będzie zwiększał obciążeń fiskalnych, odbiurokratyzuje gospodarkę, to Polacy mogą skorzystać na kryzysie - twierdzi Robert Gwiazdowski. Córka pana Kowalskiego siódmy miesiąc jest bez pracy. Gdyby chciała mogłaby nakładać frytki w fast foodzie, albo nabijać towar w kasie hipermarket - tam ciągle potrzebują ludzi. Ale takiej pracy córka nie chce. Skoro nie może znaleźć dobrej pracy, postanawia sama ja sobie stworzyć. Dlatego postanawia odkurzyć stary dyplom, odświeżyć wiedzę o programach graficznych i otworzyć w rodzinnym mieście małe biuro reklamowo-promocyjne. Potrzebne są tylko pieniądze na start. Od tygodniu córka pana Kowalskiego pielgrzymuje od banku do banku, szuka w internecie programów wspomagających młodych przedsiębiorców i zadaje sobie pytanie, czy warto.
Choć oczywistym zagrożeniem dla MSP jest spadek popytu na dobra i usługi serwowane przez nie, to finansowa sfera wydaje się największym zagrożeniem. Po pierwsze, silne wahania złotego utrudnią przystosowania z zasady bardzo elastycznych przedsiębiorstw właśnie o małej skali działania, z drugiej utrudniony dostęp do finansowania również nie skłoni do podejmowania wielu nowych inwestycji - mówi Michał Poła
ZimaFirma klienta, tego od ślubu, wygrała przetarg na budowę obwodnicy. Pierwszego dnia pracy obok budowy wbito tablicę z informacją, który program unijny współfinansuje nową obwodnicę. Klient ma zapewniony przypływ gotówki, więc w kwiaciarni pana Kowalskiego kupuje żonie wielki bukiet róż z okazji rocznicy poznania się. Podczas pakowania kwiatów pan Kowalski znalazł gazety sprzed roku:.
Obawiam się, że spowolnienie będzie postępowało nadal w 2010 r. i PKB wzrośnie o 0-1 proc. To powinno być dno spowolnienia. twierdzi Witold OrłowskiCzytając zeszłoroczne prognozy pan Kowalski ma wielką nadzieję, że ekonomiści się mylili i dno kryzysu już było. Pan Kowalski wie, że w 2009 nie było dobrze i aż boi się myśleć, jak mógłby wyglądać 2010.