http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sytuacja Węgier pogarsza się z miesiąca na miesiąc

Rozmawiał Witold Gadomski
2012-01-03, ostatnia aktualizacja 2012-01-04 11:06

Rozmowa z Andrasem Inotaim*

Andras Inotai, dyrektor generalny  Instytutu Światowej Gospodarki Węgierskiej Akademii Nauk
www.vki.hu
Andras Inotai, dyrektor generalny Instytutu Światowej Gospodarki Węgierskiej...
Witold Gadomski: W listopadzie agencja Moody's obniżyła rating węgierskiego długu. Czy to była niespodzianka?



Andras Inotai: Nie dla mnie, może dla rządu. To posunięcie wynikało nie z oceny fundamentów węgierskiej gospodarki, ale polityki gospodarczej rządu, która jest bardzo niestabilna, co sprawia, że rynki zachowują się w stosunku do Węgier bardzo nerwowo. Nie mają zaufania do rządu.

Jeśli patrzymy na statystyki węgierskie, w tym wynik budżetu, wszystko wygląda całkiem nieźle.

- Węgry mają pierwotną nadwyżkę budżetową, ale muszą spłacać długi i muszą dług refinansować, sprzedając obligacje. Brak zaufania ze strony rynków sprawia, że oprocentowanie jest wysokie. Znacznie wyższe niż w przypadku długu polskiego lub czeskiego. To samo dotyczy wyceny CDS-ów (Credit Default Swaps), czyli instrumentów ubezpieczających dług.

Dlaczego rynki nie ufają polityce gospodarczej rządu Orbána?

- Jest wiele powodów. Gdy powstał rząd Orbána, premier udał się do Brukseli, próbując przekonać Komisje Europejską, by zaakceptowała nową strategię rozwoju Węgier. Chciał zwiększyć deficyt budżetowy do 7 proc. PKB, by w ten sposób przyspieszyć wzrost gospodarczy. Komisja i MFW się na to nie zgodziły, domagając się utrzymania deficytu 3-procentowego. Węgry są małym krajem o otwartej gospodarce. Popyt wewnętrzny nie może być głównym motorem wzrostu. Aby węgierska gospodarka rosła, musi rosnąć eksport i inwestycje. A inwestycje zależą od zaufania. Ostatecznie rząd zaakceptował 3-procentowy deficyt (który poprzedni rząd uzgodnił z Komisją Europejską i MFW), ale wprowadził tak zwany podatek kryzysowy, który mają płacić banki, firmy telekomunikacyjne i wielkie sieci handlowe. Branże te są zdominowane przez kapitał zagraniczny. Rząd populistycznie głosi, że broni Węgry przed zagranicznymi korporacjami. Podatek od telekomunikacji i od sieci handlowych został zakwestionowany przez Komisję Europejską, gdyż jego wprowadzenie łamie zasady konkurencji w Unii Europejskiej. W Unii niedopuszczalne jest dyskryminowanie firm ze względu na ich pochodzenie. Prawdopodobnie podatek ten rząd będzie musiał oddać, co stworzy dodatkowe problemy budżetowe.

Rząd sięgnął też po pieniądze funduszy emerytalnych. W Polsce miała miejsce podobna sytuacja, tyle że oszczędności zebrane w funduszach rząd pozostawił. Obniżył jedynie składkę.

- W przypadku Węgier można mówić o "bolszewizacji" funduszy. Prywatne fundusze emerytalne zostały przejęte przez państwo. W sumie 11 mld euro, czyli 10 proc. węgierskiego PKB. Statystycznie dało to taki efekt, że w sektorze finansów publicznych pojawiły się ogromne przychody, które będą rozliczone w roku 2011 i 2012. Ta operacja sprawia, że tysiące rachunków emerytalnych nie będzie miało żadnych środków, co w przyszłości stworzy ogromny problem. Rząd przez tę operację pozbawił się wszelkiej wiarygodności. Węgry, jak wiele krajów europejskich, mają zbyt niskie długookresowe oszczędności. Tymczasem rząd zabrał oszczędności przyszłych emerytów i przeznaczył je na bieżące wydatki państwa. To w oczywisty sposób zmniejszy skłonność do oszczędzania w przyszłości.

Czy wprowadzenie podatku liniowego na poziomie 16 proc. było złym pomysłem?

- Ten podatek jest korzystny dla osób o wyższych dochodach. Pozostanie im więcej pieniędzy. Co z nimi zrobią? Przede wszystkim kupią towary pochodzące z importu lub wydadzą na turystykę. Skorzysta na tym gospodarka Chorwacji i Turcji, ale nie Węgier.

Węgry mają najwyższy dług publiczny wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Czy jest on możliwy do spłacenia?

- Problemem jest nie tylko dług publiczny, ale też prywatny. Gospodarstwa domowe zaciągały kredyty, głównie we frankach szwajcarskich. Ich suma wynosi 22 mld franków, czyli ok. 18 proc. PKB. Spadek kursu forinta sprawia, że wiele gospodarstw ma problemy ze spłatą. Rząd, aby rozwiązać ten problem, narzucił bankom sztucznie niski kurs franka, według którego kredyty będą spłacane. Cały koszt tej operacji ma być przerzucony na banki, które są wściekłe na rząd.

Które rządy najbardziej zadłużyły Węgry?

- Wszystkie. Szczególną odpowiedzialność ponosi Orbán za to, że po dwóch porażkach - w roku 2002 i 2006 - świadomie i bardzo nieodpowiedzialnie zatruwał węgierskie umysły i w efekcie stworzył społeczeństwo mentalnie skażone. Potrzebował go dla własnych autokratycznych rządów. Ogromny przyrost długu nastąpił w ostatnich dwóch latach pierwszego rządu Orbána. Wprowadzony został wówczas program specjalnych kredytów mieszkaniowych, zniesione zostały opłaty za studia itd. Medgyessy, który stanął na czele rządu w 2002 roku, zapowiedział i niestety starał się wprowadzić program dobrobytu społecznego polegający na wzroście płac w sektorze publicznym o 50 proc., większych zasiłkach socjalnych, programie budowy autostrad. Każdy z tych projektów miał pewne uzasadnienie, ale razem wzięte były nie do sfinansowania przez gospodarkę węgierską. W tym samym czasie prezes Narodowego Banku Węgier Zsigmond Járai prowadził politykę silnego forinta, która wymagała utrzymywania bardzo wysokich stóp procentowych - ponad 10 proc. W konsekwencji węgierskie firmy i gospodarstwa domowe zaczęły zaciągać kredyty we frankach szwajcarskich, które były znacznie niżej oprocentowane. Nie mieli świadomości ryzyka związanego z takimi operacjami. Rząd Bajnaia, który powstał w 2010 roku, ustabilizował gospodarkę, obniżył deficyt i rozpoczął pewne reformy. Ale był rządem przejściowym i nie mógł zreformować fundamentów gospodarki. Mimo to odzyskał zaufanie międzynarodowych aktorów - polityków i rynków finansowych.

Czy wprowadzone w przez rząd Orbána posunięcia mogą w sposób trwały obniżyć deficyt publiczny i umożliwić stopniowe oddłużenie Węgier? Jakie reformy byłyby niezbędne do uzdrowienia sytuacji?

- Nie widzę żadnych systemowych reform. Fidesz miał osiem lat na przygotowanie takiego program. Ale poza blokowaniem działań poprzednich rządów nie zrobił nic. Redukcja długu jest konieczna dla odzyskania zaufania rynków finansowych. Należałoby znaleźć właściwą ścieżkę rozwoju uwzględniającą konsolidację fiskalną, oddłużanie i utrzymanie wzrostu. Jeśli nie chcemy zahamować zupełnie wzrostu i dopuścić do ogromnych kosztów społecznych i gospodarczych, redukcja długu nie powinna być szybsza niż 1,5 punktu procentowego rocznie. To dotyczy nie tylko Węgier, ale wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Czy rząd Orbána jest w stanie odzyskać zaufanie rynków?

- Absolutnie nie. Wprost przeciwnie. Ostatnie wypadki to pokazują. Rząd starał się o linię kredytową z MFW, a jednocześnie swymi działaniami doprowadził do zerwania negocjacji z Komisją Europejską i MFW.

Czy pożyczka z MFW mogłaby ustabilizować sytuację finansową Węgier?

- Negocjacje zostały zerwane, a właściwie w ogóle się nie zaczęły. Zobaczymy, czy zaczną się w styczniu. Oczywiście, gdyby doszło do porozumienia, mogłoby to uspokoić rynki finansowe.

Przez niemal cały okres po upadku komunizmu Węgry miały relatywnie niską stopę wzrostu. Jakie działania byłyby niezbędne dla przyspieszenia dynamiki i utrzymania jej w długim okresie?

- Wzrost wynika z trzech czynników: popytu wewnętrznego, eksportu i inwestycji. Eksport rozwija się całkiem dobrze. Węgry osiągają znaczną nadwyżkę - 3,5 mld euro w 2009 roku, 5,5 mld euro w 2010 i 7 mld euro w 2011. Ale nie ma innych motorów. Słaby wzrost lub nawet recesja w Unii Europejskiej, szczególnie w Niemczech, nie musi automatycznie redukować wzrostu gospodarki węgierskiej. Istnieją międzynarodowe sieci, które lokują produkcję w krajach takich jak Węgry. Ale konieczna jest do tego zmiana polityki rządu. Wrogość do kapitału zagranicznego na pewno wzrostowi nie sprzyja. Problemem naszej gospodarki jest niski poziom aktywności zawodowej - poniżej 60 proc., podobnie jak w Polsce. Gdybyśmy mieli stopień aktywności taki jak w Czechach, rozwijalibyśmy się znacznie szybciej.

Jak ważne dla gospodarki węgierskiej są stosunki z Chinami? Wydaje się, że Chiny wybrały wasz kraj na jedną z baz swej ekspansji w Europie.

- Znaczenie Chin rośnie, ale nasz eksport do tego kraju to zaledwie 2 proc. całego eksportu (do Unii Europejskiej idzie 75 proc.). Jak większość krajów mamy w handlu z Chinami deficyt. Chiny są zainteresowane wybranymi inwestycjami w naszym kraju, choć na razie chińskie inwestycje stanowią zaledwie 1-2 proc. wszystkich inwestycji bezpośrednich na Węgrzech. Chiny mogą też kupić pewną ilość węgierskich obligacji. Nie jest prawdą, że Chiny wybierają pewne małe kraje jako miejsce swej ekspansji. W ich strategicznym interesie leży utrzymanie silnej, stabilnej i zjednoczonej Europy jako elementu wielobiegunowego świata. Chodzi im o zmniejszenie zależności od Stanów Zjednoczonych. Każdy proces, który mógłby podważyć stabilność Unii Europejskiej, jest sprzeczny z interesami Chin.

*Profesor András Inotai jest dyrektorem generalnym Instytutu Światowej Gospodarki Węgierskiej Akademii Nauk. Przez wiele lat pracował w Banku Światowym i wykładał na uniwersytetach w kilku krajach. W 1991 roku wrócił na Węgry. Zajmuje się między innymi ekonomią krajów UE i Chin. W Polsce przebywał w grudniu 2011 roku na zaproszenie NBP. Wygłosił wykład w Instytucie Ekonomicznym NBP

Węgierskie prawo

Węgierski parlament przegłosował 30 grudnia kontrowersyjną ustawę, która znacznie ogranicza niezależność banku centralnego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska już zawiesiły rozmowy ws. pożyczki ratunkowej dla Węgier. Forint jest bliski pobicia rekordu słabości do euro.

Węgierski rząd przygotował prawo, które przewiduje m.in. połączenie banku centralnego i nadzoru finansowego. Dodatkowo nowe regulacje ograniczają kompetencje prezesa banku centralnego i rozszerzają radę polityki pieniężnej. Rząd Orbána zmodyfikował już wcześniej reguły działania banku centralnego, odbierając szefowi banku prawo nominowania dwóch zewnętrznych członków Rady Monetarnej, a także znacząco zmniejszył jego pensję (o 75 proc.).

  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów