Powrót wysłanników Komisji Europejskiej, EBC oraz
MFW do Aten, skąd ostentacyjnie wyjechali na początku września, to znak, że dobiegają końca negocjacje o korektach w programie naprawczym z rządem Jeorjosa Papandreu. Jeśli trojka powie w najbliższych dniach "tak", to eurogrupa i MFW mogą zatwierdzić wypłatę 8 mld euro pożyczek pomocowych nawet w przyszłym tygodniu. Atenom zależy na tym, aby te kredyty wpłynęły przed 15 października, kiedy rządowi zaczną kończyć się pieniądze na bieżące wydatki.
- Dostaniemy te pożyczki! - zapewniał wczoraj w Atenach grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos. Jednak wydaje się, że UE i MFW wciąż próbują wymusić na Atenach jakieś dodatkowe oszczędności, przyspieszenie
prywatyzacji oraz chcą zatwierdzenia przez parlament zobowiązań z ubiegłego tygodnia. Rząd Grecji obiecał m.in. szybką redukcję 30 tys. miejsc pracy w sferze budżetowej, ale - jak donoszą greckie media - spora część urzędów i państwowych firm nie wywiązała się jeszcze z polecenia, aby do poniedziałku przygotować listy z nazwiskami pracowników do zwolnienia. Powinni przejść na roczny zasiłek w wysokości 60 proc. pensji, a potem - o ile nie znajdą pracy - na
bezrobocie bez zasiłku.
Natomiast greccy posłowie już wczoraj późnym wieczorem mieli głosować nad obiecanym przed tygodniem podatkiem solidarnościowym od
nieruchomości (około tysiąc euro od średniego domu).
- Wariant, że trio KE-EBC-MFW da negatywną ocenę, ale kraje euro i tak wypłacają kolejną transzę, bo nie są jeszcze przygotowane na bankructwo Grecji jest możliwy. Ale to miałby katastrofalny wpływ na opinię publiczna na unijnej Północy - mówi unijny dyplomata.
Rząd Angeli Merkel, który w czwartek będzie walczyć o ratyfikację lipcowych postanowień szczytu euro o wzmocnieniu funduszu ratunkowego EFSF (do 440 mld euro), stanowczo odrzuca pomysły dalszego powiększania EFSF, o czym rozmawiano na weekendowych obradach MFW i ministrów strefy euro w Waszyngtonie.
- Stymulowanie gospodarki to zła odpowiedź na kryzys. Naszą odpowiedzią są reformy na rzecz
wzrostu gospodarczego plus oszczędności budżetowe. Nie jesteśmy zwolennikami pakietów stymulujących w tej fazie kryzysu zadłużeniowego! - kanclerz Merkel niemal wprost polemizowała wczoraj z Białym Domem, który - ustami Baracka Obamy - mówi, że Europa całemu światu napędza teraz stracha. A sekretarz skarbu Tim Geithner publicznie namawia strefę euro do pobudzania wzrostu nawet kosztem większego długu publicznego.
Merkel i Papandreu uczestniczyli wczoraj w berlińskiej konferencji niemieckiego biznesu, co miało być zachętą do rozgrzewających wzrost niemieckich inwestycji w Grecji.
Francuscy politycy i urzędnicy Komisji Europejskiej potwierdzają, że w UE trwają "studyjne prace" nad wzmocnieniem EFSF do prawie 2 bln euro. Każdy z analizowanych mechanizmów sprowadza się jednak do pożyczek lub gwarancji uzyskiwanych przez EFSF ze strony EBC - "plusem" byłby brak potrzeby zgody parlamentów narodowych strefy euro, minusem są natomiast wątpliwości, czy to legalne. Francuski minister finansów François Baroin sugerował wczoraj, aby ze względów taktycznych (aby nie rozsierdzać unijnej Północy) nie debatować o dalszym wzmacnianiu EFSF, dopóki wszystkie kraje euro nie ratyfikują lipcowej reformy. 13 października jako ostatni będą głosować sceptycznie nastawieni Słowacy.
Tłem dla dramatu strefy euro są ciągłe demonstracje na ulicach Aten. Wczoraj strajkowali m.in. pracownicy autobusów, a dziś ma ponownie stanąć cała komunikacja miejska, a także taksówkarze. Paradoksem jest to, że hasła lewicowych związkowców są teraz w dużej mierze zbieżne z postulatami prawicowej opozycji w Grecji oraz radami Tima Geithnera - spowolnić oszczędności i żadnych nowych podatków, aby pozwolić wyjść Grecji z recesji.