Środowe notowania na warszawskiej giełdzie zaczęły się niemrawo, bo WIG20 wystartował ledwie ułamek procentu na plusie. Ale inwestorzy z godziny na godzinę nabierali wigoru. Na koniec dnia wyprowadzili indeks WIG20 ponad 2 proc. nad kreskę! Barometr nastrojów największych spółek z impetem przebił granicę 2500 pkt. I znalazł się na poziomie najwyższym od prawie miesiąca.
To miła niespodzianka, bo z otoczenia giełdy nie napłynęły dane, które uzasadniałyby aż taki optymizm. Przeciwnie, rano inwestorzy musieli się zmierzyć z fatalnymi wiadomościami z Japonii. Na najważniejszej giełdzie w Azji, na parkiecie tokijskim, główny indeks osunął się o prawie 2,2 proc. Był to głównie wynik rekordowo wysokiego kursu jena do innych walut (niedobrego dla japońskiej gospodarki, a więc i dla notowanych tam spółek), ale nie straty inwestorów w Tokio mogły nastroić inwestorów w Europie defetystycznie.
Na szczęście gracze na Starym Kontynencie skupili się na innych sprawach, m.in. na lepszym, niż oczekiwano, odczycie indeksu cen domów i mieszkań w Wielkiej Brytanii (tzw. wskaźnik Halifax Price House) oraz na wzroście angielskiej produkcji przemysłowej, która w lipcu była największa od 26 lat. Tyle że akurat rekordowych wyników tego indeksu wszyscy się spodziewali, więc trudno mówić o miłej niespodziance. Zresztą, jakby dla równowagi, nadeszły wieści o gorszej, niż oczekiwano, produkcji przemysłu w Niemczech oraz spadku liczby wniosków o kredyt hipoteczny w USA.
Ale kiedy nastroje na rynkach są bycze, a inwestorzy przekonani, że ceny pójdą w górę, nawet słabe dane makro niewiele znaczą. Gracze w Warszawie mogą być z siebie wyjątkowo dumni, bowiem nasz parkiet był w środę najlepszy w Europie. Indeksy w Paryżu i we Frankfurcie po południu też zyskiwały, ale tylko 0,8-0,9 proc. Mniej więcej takim samym wzrostem zaczęły dzień parkiety amerykańskie.
Analitycy podejrzewają, że wybuch zainteresowania polskimi akcjami wiąże się z rekordowo wysokim popytem podczas środowej aukcji polskich obligacji. To utwierdziło graczy, że Polska jest warta inwestycyjnego grzechu. Jedynym mankamentem giełdowych wydarzeń w Warszawie są obroty, które nie przekroczyły w środę 1,7 mld zł. Przy tak entuzjastycznych wzrostach powinny być większe. Ale nie zmienia to faktu, że w tym roku WIG20 tylko dwukrotnie był wyżej niż obecnie - na początku sierpnia i w kwietniu, kiedy indeks bił roczny rekord - 2620 pkt. Teraz zostało mu do niego tylko 100 pkt.