Obserwatorzy rynku finansowego z pewnym niepokojem oczekiwali na wznowienie handlu na warszawskiej giełdzie akcji oraz na rynku walutowym w nowym tygodniu. Sobotnia katastrofa lotnicza, w której Polska straciła m.in. prezydenta, najważniejszych generałów i szefa banku centralnego Sławomira Skrzypka, wywołała plotki o możliwym ataku zachodnich spekulantów, którzy mogliby uznać te okoliczności za wymarzoną okazję, by osłabić polską walutę.
Racjonalnych powodów do realizacji takiego scenariusza nie było - stery w Narodowym Banku Polskim już kilka godzin po śmierci prezesa Skrzypka przejął pierwszy wiceprezes Piotr Wiesiołek. Ale drobne okruchy niepewności co do tego, jak zareagują w poniedziałek inwestorzy na wydarzenia w Polsce, pozostała. Na szczęście na parkietach w poniedziałek nie stało się nic niespodziewanego. Ani na walutowym, ani na rynku papierów wartościowych.
WIG20, warszawski indeks akcji największych spółek, zaczął dzień od wzrostu o 0,6 proc., a w trakcie sesji jeszcze zyskał na wartości. Na popołudniowym zamknięciu znalazł się prawie 1 proc. na plusie, osiągając poziom 2578 pkt., czyli roczne maksimum. Niewiele gorzej spisał się indeks całej giełdy, który poszedł w górę na starcie o 1,3 proc., a na koniec sesji ocalił z tego urobku ok. 0,7 proc.
Taka reakcja inwestorów na rynku akcji oznacza, że gracze giełdowi nie widzą żadnego ryzyka destabilizacji państwa po sobotniej katastrofie. Tym bardziej, że obroty na parkiecie były niemałe i przekroczyły na koniec dnia poziom 1,8 mld zł. W sumie warszawska giełda należała w poniedziałek do najsilniejszych na świecie. W momencie zamknięcia handlu w Warszawie tylko pięć rynków notowało większe wzrosty cen (w tym parkiety w Moskwie i Pradze). Największe w Europie parkiety w Paryżu i Frankfurcie też były na plusach, ale tylko symbolicznych.
Reakcja inwestorów na rynku walutowym na sobotnią katastrofę była nie mniej spokojna i wyważona. Złoty od rana był stabilny. Kurs euro wynosił początkowo ok. 3,88 zł, a potem złoty umocnił się nawet do niecałych 3,86 zł za euro. To oznacza, że nasza waluta jest mocniejsza, niż w piątek wieczorem, po interwencji NBP. Przypomnijmy, że w piątek bank centralny kupił na rynku kilkanaście milionów euro, by nie dopuścić do nadmiernego umacniania złotego. I podwyższył kurs euro z 3,83 do 3,88 zł.