Bliskość szczytu uruchamia dużą podaż akcji, zupełnie jakby inwestorzy nie wierzyli, że WIG20 może pokonać 2500 pkt. Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się od symbolicznego spadku WIG20, który został jednak szybko pogłębiony. Przecenie akcji towarzyszyła wyprzedaż złotego, co wskazywało na pozbywanie się polskich aktywów przez zagranicę. Dopiero w końcówce sesji indeks zdołał odrobić większość strat i zakończył na minusie jedynie 0,2 proc. Zmiany cen akcji małych i średnich firm również były niewielkie. Obroty akcjami sięgnęły tym razem jedynie nieco ponad miliard złotych, co wyraźnie kontraktuje z 4,4 mld - historyczny rekord! - zanotowanymi podczas piątkowego rajdu spekulantów.
Obecnie największym problemem dla inwestorów jest pokonanie szczytu 2489 pkt. Już raz ta sztuka w zeszłym tygodniu spaliła na panewce. Jeśli kolejne próby się nie powiodą, to na wykresie indeksu powstanie podwójny szczyt, który będzie bardzo trudno pokonać. A każde wieści nie po myśli inwestorów będą groziły znaczącymi spadkami.
Wydarzeniem dnia dla WIG20 było zastąpienie Agory (wydawca "Gazety Wyborczej") przez PGE. Debiut energetycznego potentata w indeksie blue chipów zakończył się przeceną o 2,1 proc., Agora zaś po raz pierwszy poza indeksem zyskała 2,6 proc.
Na rynku walutowym sesja była dość nerwowa. Początkowo złoty tracił minimalnie, później pogłębił straty do 1 proc. do wszystkich głównych walut, ale zdołał odrobić większość strat. Euro kosztowało 3,89 zł, frank - 2,72 zł, a dolar - 2,88 zł. Korelacja koniunktury między rynkiem akcji i walutowym to efekt dużej aktywności zagranicznych funduszy. Potrafią zaangażować od ręki tak duże pieniądze, że krajowe instytucje finansowe nie są dla nich żadną przeciwwagą.