Choć Cezary Stypułkowski - jedna z najbardziej znanych postaci na rynku finansowym, były szef PZU i Banku Handlowego - zasiadł w fotelu szefa BRE jesienią zeszłego roku, do tej pory nie wypowiadał się publicznie o swoich zamiarach na nowym stanowisku. Wiadomo było tylko, że nie szykuje żadnej rewolucji, a zmiana strategii, realizowanej przez jego poprzednika Mariusza Grendowicza, nie wchodzi w grę.
Na środowym spotkaniu z dziennikarzami Stypułkowski dorzucił do tego kilka nowych szczegółów. Oświadczył, że jeśli w BRE zauważył jakieś niedociągnięcia, to jest to stosunkowo niski poziom dochodowości banków w stosunku do majątku i potencjału, jaki dają klienci. - Większość naszych konkurentów potrafi wyciskać z aktywów więcej niż BRE - przyznał Stypułkowski. I zaraz dodał, że nie ma potrzeby znacznego przycinania kosztów, które są kontrolowane poprawnie, ale przydałoby się zwiększenie przychodów.
Czy klienci mBanku i Multibanku powinni się spodziewać podwyżek prowizji? Prezes Stypułkowski nie odpowiada jednoznacznie. - Stosunkowo niska dochodowość banku wynika z tego, że mamy dość niskie prowizje, tańszy kredyt niż konkurenci, wyższe niż konkurenci koszty pozyskiwania funduszy, np. poprzez depozyty. Jeśli te parametry miałyby zostać utrzymane na dotychczasowym poziomie, konieczne będzie zwiększenie penetracji rynku - powiedział Stypułkowski. Czyli po prostu zwiększenie liczby klientów. Prezes zasygnalizował też, że bank chce popracować nad lepszym zarządzaniem pieniędzmi pozyskiwanymi od klientów, by wycisnąć z nich więcej zysku.
Demografia sprzyja przewidywalności Nowy szef BRE Banku zapowiedział, że będzie dążył do uczynienia jego wyników bardziej przewidywalnymi. - Niska przewidywalność i wahliwość wyników banku jest istotnym czynnikiem wyboru dla inwestorów kupujących jego akcje i wpływa na jego obniżoną wycenę w stosunku do konkurentów - tłumaczył Stypułkowski. I zapowiedział, że będzie dążył do tego, by bank co roku wypłacał stabilną dywidendę. Wyjątkiem może być podział zysku za 2010 r., bo w tym czasie bank ściągnął od inwestorów pieniądze z emisji akcji i oddawanie ich teraz w formie wysokiej dywidendy byłoby trudno wytłumaczyć akcjonariuszom.
Stypułkowski liczy, że sprzymierzeńcem w zwiększaniu dochodowości banku w długim terminie będzie tzw. demografia klientów banku. - Jest ona lepsza niż u konkurentów, to znaczy, że mamy więcej młodych, wymagających klientów, których dochody szybko rosną. Będziemy dążyć do poprawienia relacji z tymi klientami, bardziej kapryśnymi, ale reprezentującymi przyszłą większą dochodowość. Stypułkowski zapowiedział, że bank będzie chciał jeszcze bardziej zindywidualizować ofertę i podejście do klientów. - W przyszłości konkurencję na rynku wygra bank potrafiący wyprzedzić oczekiwania klienta, a nie tylko je dobrze czytać - dodał.
Hipoteczna ofensywa, ale tylko w złotych? Zwiększenie dochodowości BRE ma się wiązać z ofensywą na rynku kredytów hipotecznych. - Co prawda wskaźnik kredytów w stosunku do depozytów przekracza w naszym banku 100 proc., ale to głównie z powodu portfela kredytów we franku szwajcarskim. Jeśli pominiemy ten czynnik, to bank ma dużo pieniędzy na ekspansję. Mamy 15 mld zł wolnego kapitału, który możemy w dużej części skierować na rynek kredytów - zapowiedział prezes BRE.
Raczej nie będą to kredyty hipoteczne w walutach obcych. Prezes Stypułkowski sceptycznie odnosi się przede wszystkim do kredytów we frankach. - Wiem, że to trochę schizofreniczne, zwłaszcza w ustach prezesa banku mającego duży portfel kredytów we frankach, ale nie jestem fanem ich udzielania. Małe jest prawdopodobieństwo, że osoby, które dziś biorą kredyt w tej walucie, za jakiś czas będą osiągały dochody w Szwajcarii. Tamtejsza gospodarka mogłaby tego nie wytrzymać - żartował Stypułkowski. Mniejsze ryzyko dla banków wiąże się jego zdaniem z kredytami w euro, ale wciąż nie wiadomo, kiedy Polska wejdzie do strefy euro. Dlatego BRE Bank w najbliższym czasie nastawi się na sprzedaż kredytów hipotecznych w złotych.
BRE Bank nie tylko dla wielkich korporacji Zmiany szykują się też w bankowości korporacyjnej. Jak zdradził Stypułkowski, BRE chce się przesunąć na rynku w stronę mniejszych firm. Dziś bank jest postrzegany jako specjalizujący się w obsłudze wielkich korporacji, a chciałby być też głównym graczem na rynku firm, jak to określił nowy szef BRE - "średnio-dużych". - Jest to klientela nieco bardziej ryzykowna, ale zdywersyfikowana, o wyższej dochodowości - dodał. Poza zejściem do nieco niższej niszy Stypułkowski zapowiedział bliższą współpracę działów bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, by oferować bardziej intensywnie klientom firmowym produkty okołobankowe, związane z inwestowaniem.