http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy Chiny są dla nas dobre?

Maria Kruczkowska
2010-07-28, ostatnia aktualizacja 2010-07-27 09:41

Z Jonathanem Holslagiem, dyrektorem Brukselskiego Instytutu Współczesnych Studiów nad Chinami, rozmawia Maria Kruczkowska

Pekin, happening wzywający  do podjęcia działań chroniących środowisko, grudzień 2009
Fot. Elizabeth Dalziel AP
Pekin, happening wzywający do podjęcia działań chroniących środowisko...
RAPORTY
MARIA KRUCZKOWSKA: Chiny dużo inwestują w byłych demokracjach ludowych. Mamy się z tego cieszyć?

JONATHAN HOLSLAG: Z inwestycji tak. Europa długo inwestowała w Chinach, zostawiając tam dużo pieniędzy. Nie widzę nic złego w tym, że teraz Chiny inwestują w Europie. Co innego jednak inwestycje, a co innego chińskie kredyty. W niektórych krajach UE Chiny nie tyle inwestują, ile rozdają pożyczki. Pomysł, by wypełniać dziury w budżecie - robi to Grecja - chińskimi kredytami, chyba nie świadczy o zdolności długofalowego myślenia rządów.

W związku z chińskimi pieniędzmi napływającymi do Europy warto sobie zadać różne pytania. Czy chińskie firmy budowlane nie zepchną unijnych na margines? Czy chińskie inwestycje na pewno utworzą nowe miejsca pracy? A może raczej posłużą do przemycania towarów "made in China" na rynek unijny? Czy coraz mocniejsze więzy Chin z niektórymi krajami UE nie osłabiają pozycji przetargowej UE wobec Chin, np. w kwestii otwarcia rynku chińskiego?

Napisał pan, że chińska strategia wejścia do UE opiera się na Europie postkomunistycznej, wymienia pan Bułgarię i Rumunię. Dlaczego właśnie te kraje?

- Chińskie firmy w latach ubiegłych umocniły się w Azji. Teraz chcą wprowadzić chińskie marki do Europy. Łatwiej im to będzie zrobić w Rumunii, niż - dajmy na to - we Francji czy w Niemczech. Konsumenci bułgarscy są mniej wymagający od francuskich. W dodatku im kraj biedniejszy, tym łatwiej więcej wytargować coś od rządów dla chińskich inwestorów.

Jak pan widzi handlową strategię Chin w Europie?

- Jest dwuznaczna. Z jednej strony Chiny chcą widzieć silny, zjednoczony i prosperujący rynek europejski, który kupi eksport z Chin i dostarczy im know-how. Z drugiej - potrafią znakomicie rozgrywać nasze wewnętrzne spory, by uwolnić się od rygorów wspólnej unijnej polityki handlowej. Większość decydentów w Pekinie nie wie do końca, dokąd zmierzają Chiny - co im nie przeszkadza wykorzystywać kryzys w Europie, by dostać to, czego chcą.

A czego chcą?

- Usunięcia przeszkód dla chińskich eksporterów, dostępu do zaawansowanej technologii, ułatwień wizowych, statusu gospodarki rynkowej dla Chin [obecnie UE nie uznaje Chin za gospodarkę rynkową].

Jak pan widzi rolę Polski w chińskiej strategii wejścia do UE?

- Polska jest ważnym graczem i Bruksela powinna uważnie posłuchać, co polskie grupy interesów mają do powiedzenia w kwestii Chin, starać się je pozyskać dla klarownej polityki europejskiej w tej sprawie. Z kolei Polska winna, po pierwsze, mieć własną ekspertyzę współczesnych Chin, po drugie, włączyć się do ważnych debat na temat polityki europejskiej. Mocno apeluję do polskich władz, by najpierw spoglądały w stronę Brukseli, dopiero potem - Pekinu. Jeśli zaczniemy się dzielić, Chiny narzucą swoją wolę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy