MARIA KRUCZKOWSKA: Chiny dużo inwestują w byłych demokracjach ludowych. Mamy się z tego cieszyć?
JONATHAN HOLSLAG: Z inwestycji tak. Europa długo inwestowała w Chinach, zostawiając tam dużo pieniędzy. Nie widzę nic złego w tym, że teraz Chiny inwestują w Europie. Co innego jednak inwestycje, a co innego chińskie kredyty. W niektórych krajach UE Chiny nie tyle inwestują, ile rozdają pożyczki. Pomysł, by wypełniać dziury w budżecie - robi to Grecja - chińskimi kredytami, chyba nie świadczy o zdolności długofalowego myślenia rządów.
W związku z chińskimi pieniędzmi napływającymi do Europy warto sobie zadać różne pytania. Czy chińskie firmy budowlane nie zepchną unijnych na margines? Czy chińskie inwestycje na pewno utworzą nowe miejsca pracy? A może raczej posłużą do przemycania towarów "made in China" na rynek unijny? Czy coraz mocniejsze więzy Chin z niektórymi krajami UE nie osłabiają pozycji przetargowej UE wobec Chin, np. w kwestii otwarcia rynku chińskiego?
Napisał pan, że chińska strategia wejścia do UE opiera się na Europie postkomunistycznej, wymienia pan Bułgarię i Rumunię. Dlaczego właśnie te kraje?
- Chińskie firmy w latach ubiegłych umocniły się w Azji. Teraz chcą wprowadzić chińskie marki do Europy. Łatwiej im to będzie zrobić w Rumunii, niż - dajmy na to - we Francji czy w Niemczech. Konsumenci bułgarscy są mniej wymagający od francuskich. W dodatku im kraj biedniejszy, tym łatwiej więcej wytargować coś od rządów dla chińskich inwestorów.
Jak pan widzi handlową strategię Chin w Europie?
- Jest dwuznaczna. Z jednej strony Chiny chcą widzieć silny, zjednoczony i prosperujący rynek europejski, który kupi eksport z Chin i dostarczy im know-how. Z drugiej - potrafią znakomicie rozgrywać nasze wewnętrzne spory, by uwolnić się od rygorów wspólnej unijnej polityki handlowej. Większość decydentów w Pekinie nie wie do końca, dokąd zmierzają Chiny - co im nie przeszkadza wykorzystywać kryzys w Europie, by dostać to, czego chcą.
A czego chcą?
- Usunięcia przeszkód dla chińskich eksporterów, dostępu do zaawansowanej technologii, ułatwień wizowych, statusu gospodarki rynkowej dla Chin [obecnie UE nie uznaje Chin za gospodarkę rynkową].
Jak pan widzi rolę Polski w chińskiej strategii wejścia do UE?
- Polska jest ważnym graczem i Bruksela powinna uważnie posłuchać, co polskie grupy interesów mają do powiedzenia w kwestii Chin, starać się je pozyskać dla klarownej polityki europejskiej w tej sprawie. Z kolei Polska winna, po pierwsze, mieć własną ekspertyzę współczesnych Chin, po drugie, włączyć się do ważnych debat na temat polityki europejskiej. Mocno apeluję do polskich władz, by najpierw spoglądały w stronę Brukseli, dopiero potem - Pekinu. Jeśli zaczniemy się dzielić, Chiny narzucą swoją wolę.
Źródło: Gazeta Wyborcza