Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Chińskie ogromne pieniądze krążą nad Europą, wypatrują, gdzie lądować. Korzystając z kryzysu, który osłabia twierdzę Unia Europejska, zdobywają przyczółki na jej obrzeżach, w Bułgarii, Rumunii i w Polsce. Ze 198 mld dolarów chińskiej nadwyżki handlowej w najbliższych latach powstaną w Europie chińskie fabryki, a nawet całe strefy ekonomiczne.
11 godzin lotu z Warszawy, w Szanghaju, gdzie trwa największe Expo w historii, widać, jak Europa próbuje przyciągnąć do siebie chińską mannę. Trwa wielki casting na użytek chińskich inwestorów.
"Chińczycy szykują się, by przekroczyć Dunaj, ale nie na czołgach i nie z propagandą komunistyczną, ale z gotówką i kampanią uśmiechów" - pisze w "Financial Times" Jonathan Holslag, dyrektor jednego z niewielu unijnych ośrodków badań nad Chinami. Opisuje w nim chińską strategię, dla której wytyczne opracowuje ministerstwo handlu w Pekinie. Chińscy inwestorzy wchodzą na wybrane rynki krajowe, tam gdzie można obejść restrykcje unijne. Ze swej strony nowi członkowie UE starają się przekonać chińskich inwestorów, że nie muszą szukać okazji w Azji czy w Afryce, zwłaszcza w dziedzinie infrastruktury, przemysłu stoczniowego, energetyki i motoryzacji, i zapraszają do siebie.
- Poważni chińscy biznesmeni zauważają, że Polska może stać się dla Chin bramą do Unii - mówi wiceminister gospodarki Rafał Baniak.
Chińczycy wykupują kolebkęChińczycy inwestują na potęgę w Irlandii i Grecji.
W Brukseli czerwone światełko zapaliło się w styczniu, gdy prawie doszło do wykupienia przez Chiny 25 mld dol. długu zagrożonej bankructwem Grecji. Na ratunek przyszły w końcu Bruksela i Międzynarodowy Fundusz Walutowy - oferując pakiet pomocowy. Grecja nie zbankrutowała, ale nadal szukała pieniędzy. Wtedy zjawili się Chińczycy.
W czerwcu do Aten przyjechał chiński wicepremier Zhang Dejiang. Mimo że agencja Moody's, która sporządza ranking krajów pod względem ich wiarygodności kredytowej, zdegradowała krótko wcześniej Grecję do najniższej kategorii "śmietnika", Chiny podpisały z nią 14 umów handlowych miliardowej wartości. Niektórzy ekonomiści już mówią na kolebkę cywilizacji europejskiej "małe Chiny".
Od roku w Pireusie widać logo chińskiego COSCO, jednego z największych operatorów terminali kontenerowych świata. Firma podpisała w Grecji koncesje o wartości 3,5 mld dol. - na 35 lat. Z początku były protesty, a czarną owcą dla greckich stoczniowców stał się przez chwilę prezes COSCO Wei Jiafu. Teraz greckie media piszą czule o "kapitanie Wei". Chińczycy chcą, by Pireus stał się "morską bramą Chin" do Europy. Powstanie tam centrum logistyczne, z którego ciężarówki będą rozwozić kontenery "made in China" po kontynencie.
A COSCO na jednym porcie się nie zatrzyma. Ma apetyt na dalsze - na przykład Saloniki, Kavali i Alexandrupolis w północnej części Grecji.
W Pireusie Chińczycy już budują duży hotel i centrum handlowe. Chcą brać udział w ewentualnej prywatyzacji kolei, lotnisk, a nawet poczty, bo dziurę w greckim budżecie - 53 mld dol. - rząd musi jakoś zasypać. Grecy liczą na to, że Chińczycy zbudują im lotnisko na Krecie i morski park tematyczny w Atenach.
- Dyskutowaliśmy o kolejnych inwestycjach w turystyce i infrastrukturze - przyznał wicepremier Theodoros Pangalos w czerwcu, gdy podpisywał umowy.
Pekin nad rzeką Shannon Chińczycy wyciągnęli rękę do Irlandii, bo Zielona Dolina Krzemowa walczy z rekordowym deficytem. Pomogą chińskie firmy, które kupiły już 660 akrów pod budowę potężnej strefy ekonomicznej koło 20-tys. miasteczka Athlone w centrum wyspy.
Chińskie firmy czekają tylko na zielone światło, by na kupionym za 50 mln euro terenie zbudować od podstaw fabryki. "The Guardian" twierdzi, że światło zapali się za miesiąc. Wtedy ruszy budowa tego, co lokalne media już nazwały Pekinem-nad-Shannonem albo kawałkiem Chin w sercu Europy: będą fabryki, osiedla, dworzec kolejowy, szkoła. Chińskie firmy sprowadzą 2 tys. robotników. Postawią budynki, w których pracować ma 8 tys. Irlandczyków.
Irlandia obiecała inwestującym chińskim firmom najniższe progi podatkowe, budowę dojazdu drogą szybkiego ruchu ze strefy do Dublina i wpuszczenie produktów ze strefy ekonomicznej do eurozony. W zamian chińskie pieniądze mają wyciągnąć Irlandię z kryzysu.
Gronkiewicz-Waltz: Przyda się wyzwanieW 2008 r., miesiąc po pekińskiej olimpiadzie, wizytę w Państwie Środka złożył Donald Tusk. Zaprosił chińskich inwestorów do Polski.
O tym, jakie są efekty, napisała niedawno "Polityka" - na przykładzie polskiego drogownictwa.
China Overseas Engineering Group Co., Ltd. wygrała przetarg na budowę kilku fragmentów autostrady A2, proponując najniższą cenę. Co robią Chińczycy, by być o połowę tańsi od konkurentów? Sprowadzają własne ekipy budowlane. Robią to zgodnie z prawem w ramach tzw. usługi eksportowej. Podczas gdy polska firma działająca we Francji nie może zaoszczędzić, płacąc polskie pensje (obowiązują znacznie wyższe francuskie), Chińczykom wolno w Polsce płacić grosze. Chińscy pracownicy oficjalnie zatrudnieni są w Azji - przez pośrednika. On wypłaca im pensje i bierze na siebie tzw. sprawy pracownicze. Do Europy "eksportuje" gotową, zapłaconą, "czystą" i tanią siłę roboczą. Interes kręci się m.in. dlatego, że niższe od europejskich o przeszło połowę płace i tak są o wiele wyższe od tego, co chińscy budowlańcy mogą zarobić u siebie.