Na początku środowej sesji widać było nadzieje na odrobienie strat po pięciu spadkowych dniach na giełdzie. Stąd otwarcie WIG20 nastąpiło na jedno procentowym plusie. Zamiast dobrego startu byków obserwowaliśmy jednak głównie aktywność sprzedających - napisał w komentarzu Paweł Cymcyk, analityk A-Z Finanse.
Cymcyk dodaje, że na ogół dane makroekonomiczne ze strefy euro nie wpływają na giełdy, jednak dziś było inaczej. Po informacji o spadku produkcji przemysłowej w Europie o 1,6 procenta, a nie aż 2, jak prognozowano spadki na niemieckiej giełdzie przyspieszyły i przełamały minima z końca grudnia.
To doprowadziło do dalszej wyprzedaży w Warszawie, która była podsycana strachem po informacji Deutshe Banku, że w czwartym kwartale 2008 stracił 6,4 mld euro.
Jak się okazało spadki po danych z Europy były tylko początkiem naprawdę słabej sesji. Wszystkie giełdy oczekiwały informacji o wielkości sprzedaży detalicznej za grudzień w Stanach Zjednoczonych.
Jeszcze przed danymi rynki europejskie zostały ściągnięte na nowe minima, a wraz z nimi krajowy WIG20 z impetem zszedł na 2,5 procentowy spadek. Po publikacji danych okazało się, że nie jest słabo czy źle, ale wręcz tragiczne. Sprzedaż detaliczna bez samochodów w USA, a więc tym najpilniej obserwowanym segmencie spadła o 3,1 procent. To ponad dwa razy więcej niż oczekiwano, więc i reakcją na to były spadki na wszystkich giełdach - poinformował ekspert A-Z Finanse.
Na warszawskim parkiecie spadek sięgnął aż 4 procent, ale ostatecznie udało się zakończyć ponad poziomem 1700 punktów.
Krótkoterminowy potencjał spadku powinien się już wyczerpywać, ponieważ ostatni tydzień to tylko i wyłącznie przeceny. Analityk, nie wyklucza więc, że jutro w końcu zobaczymy wzrosty, ale nawet jeśli, to ich skala pozostawi wiele do życzenia. Oficjalnie można już potwierdzić, że efekt stycznia w tym roku nie ma szans na realizację.